sobota, 30 marca 2013

Podsumowanie MARZEC

Marzec wyszedł mi bardzo ładnie, jeśli chodzi o recenzje :) 8 książek, 1 film. I'm so proud of myself.

Recenzje


Przeczytane 
Zaklinacz koni; Nicholas Evans (recenzja)
Kto się przyzna; Kate Brian (recenzja)
Fletcher Moon - prywatny detektyw; Eoin Colfer (recenzja)
Mort; Terry Pratchett (recenzja)
Eragon; Christopher Paolini (recenzja)
Zwiadowcy, tom I; John Flanagan (recenzja)
Pozaświatowcy, tom I; Brandon Mull (recenzja)
Baśniobór, tom I; Brandon Mull (recenzja)

Obejrzane
Popiełuszko. Wolność jest w nas (recenzja)

Najlepsza książka: Zaklinacz koni, Pozaświatowcy, Baśniobór
Najlepszy film: Popiełuszko. Wolność jest w nas
Ogółem recenzji: 9!



Blog


Statystyki
Łącznie w marcu miałam: 1 010 wyświetleń, dotychczas najwięcej :)


Obserwatorzy i komentatorzy
W marcu osiągnęłam sumę 10 obserwatorów, zostawiliście na blogu 39 komentarzy.

A przy okazji :)...


czwartek, 28 marca 2013

#38. Recenzja książki. Brandon Mull; Baśniobór, tom I


http://www.eclicto.pl/etc/p/big/27/17470_image_file.jpg

Gdybyś dowiedział się, że nieopodal twego domu znajduje się ukryty, magiczny świat, uwierzyłbyś? A gdybyś przekonał się na własne oczy...?

Z powodu wyjazdu rodziców, rodzeństwo - prawie czternastoletnia Kendra i jedenastoletni Seth muszą spędzić przymusowe wakacje u dziadka, od strony taty. Dziadek już od progu wita ich całą serią zasad i przestróg - przede wszystkim, aby za żadną cenę nie zbliżali się do lasu. Dzieci jednak wcale nie zamierzają go słuchać i potajemnie udają się do zakazanego lasu. Okazuje się, że nie jest to zwykła puszcza, lecz magiczna kraina zwana Baśnioborem, zamieszkana przez wróżki, chochliki, trolle, satyry, czarownice, skrzaty i najady a ich dziadek jest jej opiekunem i strażnikiem. Nie wiedzą jednak, że wchodząc do lasu nie tylko łamią zakaz, ale również uwalniają siły zła. Aby uwolnić rodzinę z rąk demonów oraz ocalić Baśniobór Kendra będzie musiała wykazać się nie lada odwagą i sprawnością umysłu, a także zrobić to, czego najbardziej się boi...







http://merlin.pl/Basniobor_Brandon-Mull,images_zdjecia,27,978-83-7414-992-1_1.jpg
ilustracja ze str. 172
Pierwszą książką Brandona Mulla, jaką przeczytałam byli Pozaświatowcy - okazali się być niesamowitą lekturą, Miałam dużą nadzieję, że debiutu autora, Baśniobór okaże się równie dobre a nawet lepszy. Nie zawiodłam się. Pozycja jest barwna, żywa i ciekawa łącząca zabawne dialogi, nieoczekiwane zwroty akcji i przygody, w otoczeniu fantastycznych stworzeń, o których bohaterom się nawet nie śniło.
Witajcie w Baśnioborze.

Przede wszystkim polubiłam w tej książce postaci. W Pozaświatowcach ważniejsza była akcja i świat przedstawiony. W Baśnioborze autor stawił na urozmaicone postacie. Bałam się, że będą one podobne do Jasona i Rachel, ale moje obawy były zupełnie bezpodstawne. Kendra i Seth różnią się od swoich następców nie tylko wiekiem, ale również "rolami" - w Baśnioborze to Kendra jest ważniejszą bohaterką od chłopca. W Pozaświatowcach to dziewczyna, Rachel jest wręcz spychana na drugi plan.


Oczywiście w Baśnioborze znajdziemy także inny świat, niż Lyrian z Pozaświatowców (przepraszam, za to ciągłe porównywanie tych dwóch dzieł ;). Tytułowa kraina zaludniona jest typowymi, fantastycznymi rasami - wróżkami, skrzatami, czarownicami, satyrami i wieloma, wieloma innymi. Mimo tych pospolitych stworków tajemniczy świat ma swój urok i czar a Mull nie byłby sobą gdyby nie wprowadził do książki swoich własnych, wymyślnych stworzeń - diablików.

http://basniobor.pl/wp-content/uploads/2011/04/8.jpg
ilustracja ze str. 58
Podsumowując: Od teraz nazwisko Mull będę odbierać jak potwierdzenie dobrej jakości książki.  Ukryty świat,w którym wszystko (łącznie z magią) jest możliwe. Nastoletnie rodzeństwo, droczące się ze sobą i tajemniczy dziadek, o którym tak naprawdę niewiele wiedzą. Oto Baśniobór, czyli książka tak wciągająca, że przesiedzicie całe popułudnie kompletnie zatopieni w lekturze. I nawet troll czy golem, jeśli przypadkiem znajdzie się w waszym salonie, nie zdoła odciągnąć Was od tej pozycji.


 
Recenzja bierze udział w wyzwaniu Czytam Fantastykę.


Imagine Dragons - It's Time


poniedziałek, 25 marca 2013

#37. Recenzja książki. Brandon Mull; Pozaświatowcy, księga 1. Świat bez bohaterów

 http://1.bp.blogspot.com/-0R4MWoD2mGY/UT-3fLdsiaI/AAAAAAAAFfU/Tynso6D3Z6Y/s1600/Poza%C5%9Bwiatowcy.+%C5%9Awiat+bez+bohater%C3%B3w.jpg
Lyrian to alternatywny do naszego wszechświat. Między nim a Ziemią jest pewnego rodzaju połączenie, dzięki któremu ludzie mogą przejść do Lyrianu - czasami robią to umyślnie, lecz częściej zdarza się, że Pozaświatowców przenosi przez przypadek. Jednym z takich "przypadków" jest Jason Walker...
Gdy chłopiec po połknięciu przez hipopotama w zoo nagle znajduje się w równoległej rzeczywistości jest zdezorientowany. Szybko odnajduje w lesie, w którym wylądował Depozytariusza Wiedzy, posiadacza ogromnej biblioteki, zawierającej odpowiedzi na tysiące pytać - Skarbnicy Wiedzy. Podczas swojego krótkiego pobytu u Depozytariusza poznaje pierwszą sylabę Słowa. Nie jest to jednak zwykłe słowo, lecz Słowo-klucz, które może zniszczyć ciemiężyciela lyriańskiego ludu i uwolnić ich świat od nikczemnego czarownika i cesarza w jednej osobie - Maldora. Z pomocą Rachel, jego nowej towarzyszki również ze świata Poza musi odnaleźć resztę sylab w najróżniejszych zakątkach Lyrianu, ocalić świat przed złym władcą i poznać sposób, by wrócić do domu. Jednak czy on, zwykły trzynastolatek z Kolorado zdoła wypełnić tak odpowiedzialną misję?

Pozaświatowcy to jedna z najlepszych książek fantasy, jaką ostatnio czytałam - pomysłowa, oryginalna i Zaskakująca (przez duże ZET). Lyrian to nowy, ekscentryczny świat niepodobny do żadnych odmiennych, znanych mi już z innych powieści krain. Książka Mulla to kompletny powiew świeżości w literaturze fantastycznej - zupełnie odmienny pomysł, świat przedstawiony i niesamowite postaci. 

Przede wszystkim zachwycił mnie uniwersum w którym dzieje się akcja - Lyrian. Jego główny atut to brak charakterystycznych dla fantasy ras. Elfy, krasnoludy, smoki - wszystkie one odchodzą w Świecie bez bohaterów w niepamięć. Zamiast tego Brandon Mull ukazał nam nowe, wymyślne stworzenia - rozsadniki, potrafiące odczepiać swoje kończyny od reszty ciała, zabójcze stworzenie - haratacze czy dzikacze oraz Ludzie Nasiona (Amar Kabal) rozsiewający swe dusze w formie nasion, które w późniejszym czasie kiełkują i odradzają się na nowo. Oczywiście prócz fauny Lyrian ma także niezwykłą faunę, której autor nie poszczędził opisów.

Bez zaskoczenia odkryłam, że do tej niezwykłej krainy nie mogły przybyć również niezwykłe postaci. Jason, jak i Rachel są nieco mdli i zupełnie normlani, co uważam za specjalny zabieg, aby nie przyćmiewali tak barwnych postaci drugoplanowych - Ślepego Króla, rozsadnika Ferrina czy Jashera z grupy Amar Kabal. Nastolatkowie z Ameryki mają jednak charakter, są bystrzy, odważni i pomimo wszelkich przeciwności losu jak najgorliwiej starają się wypełnić swą misję.
Okładka Pozaświatowców spełnia swoje zadanie przyciągania wzroku czytelnika. Hipnotyzująca wręcz postać z rozwianą peleryną i kapturem na długo pozostanie w mojej pamięci.

Podsumowując: muszę przyznać, że przeczytania drugiego rozdziału tej pozycji musiałam dokonać dwa razy. Po pierwszym przeczytaniu miałam kompletny mętlik w głowie - treść wydawała mi się chaotyczna, bez sensowna. Nieco zrażona podjęłam lekturę jeszcze raz i... wciągnęłam się na dobre! Magia, którą Brandon Mull wypełnił napisane przezeń słowa była niezmiernie pociągająca. Umierałam z ciekawości aby poznać kolejne sylaby Słowa-klucza. Nie oczekiwane rozwiązanie zapowiada naprawdę ciekawą kontynuację Świata bez bohaterów.
Czytelniku! Jeżeli oczekujesz nieco dłuższej książki z dawką subtelnego humoru, podczas lektury której będziesz siedział z wypiekami na twarzy i czytał dalsze losy bohaterów to sięgnij po tom pierwszy Pozaświatowców.
polecam. cena w empiku: 31,99 zł
Recenzja bierze udział w wyzwaniu Czytam Fantastykę.

http://3.bp.blogspot.com/-P-nzhYDjkbg/UT_NfQwfpLI/AAAAAAAAFf0/Q5UiW1Mlg6Q/s1600/Poza%C5%9Bwiatowcy+-+ca%C5%82o%C5%9B%C4%87.jpg
Okładki wszystkich części Pozaświatowców: Świat bez bohaterów, Zarzewie buntu, W pogoni za proroctwem

czwartek, 21 marca 2013

#36. Recenzja książki. John Flanagan; Zwiadowcy, księga 1. Ruiny Gorlanu

http://www.tfcagrow.org/wp-content/uploads/rgappbook.jpg
Will ma piętnaście lat i jako sierota wychowywany jest przez możnego barona, Aralda. Gdy następuje Dzień  Wyboru i mistrzowie wybierają swoich nowych uczniów chłopiec jest załamany - chciałby zostać rycerzem, lecz nie ma do tego odpowiednich predyspozycji fizycznych. Tajemniczy Halt proponuje Willowi przystanie do korpusu zwiadowców - ludzi, którzy według legend potrafią stawać się niewidzialni oraz parają się czarną magią... Początek nauki u mistrza Halta to początek największej przygody w życiu Willa.

Powiem szczerze, prosto z mostu i bez ogródek: spodziewałam się czegoś lepszego. Już nawet zapowiedź na okładce;
Barwna, epicka opowieść o odwadze i przyjaźni, która przywodzi na myśl Władcę Pierścieni - Limelight
jest według mnie przesłodzona. Książka nawet nie ima się do Władcy Pierścieni, a bardziej przypomina Eragona - piętnastolatek sierota zbawiający świat, stary mistrz, szczędzący pochwał i docinający uczniowi ile wlezie oraz wargale - tak złudnie podobne do Eragonowych "uragali" z nazwy i wyglądu. Oczywiście, nie zabraknie tu również śmiertelnego wroga królestwa z morderczym M, R i TH w imieniu Morgartha.
Tak, gdzieś to już czytałam.

http://atlanty.pl/images/2010/06/RuinyGorlanu1.jpgTrudno przyznać Zwiadowcom barwność. Opisy, załatwione często w jednym zdaniu raziły mnie podczas czytania równie mocno jak mega-zielona okładka (oprawa twarda)  +starszy brat kazał mi dodać, że na twardej okładce Will trzyma również źle łuk. Jako, że jest amatorem ale jednak łucznikiem ogłaszam porażkę na całej linii, skoro nawet łuk trzyma źle.
Nie wyczuwam w stylu Flanagana żadnej oryginalności tylko znane już, podkolorowane tematy. Znalazłam jednak w książce podobający mi się motyw - Dzień Wyboru. Akurat taki schemat nigdy mi się nie znudzi. Jeden z nie wielu plusów tej pozycji.

Postaci nie były najgorsze, szczególnie polubiłam Halta - starego, burkliwego lecz poczciwego i mądrego zwiadowcę. Nie mniej jednak czułam się jakby autor wykorzystywał Willa z tymi jego głupimi pytaniami, aby opisać krainę i odpowiedzieć na wszystkie nurtujące czytelnika zagadnienia. Nie spodobał mi się zdecydowanie ten pomysł. Mimo wszystko, w końcu dobrnęłam do końca...

Podsumowując: jedynie zakończenie i ciekawość o dalszy rozwój wojny zachęcił mnie do sięgnięcia po kolejny tom Zwiadowców - Płonący most (który okazał się o NIEBO lepszy od pierwszego). Oklepany temat, przewidywalne rozwiązania i ziejące zewsząd braki opisów.Oto Ruiny Gorlanu, które z niewiadomych powodów tak pozytywnie oceniają niektórzy mole książkowi i krytycy. Przyznać muszę, że gdyby książka ta byłaby dłuższa odłożyłabym ją nie kończąc, właściwie bez żalu.
Mówiąc krótko - po 69letnim autorze spodziewałam się czegoś znacznie lepszego.
słaba. cena w empik: 30,49 zł

Recenzja bierze udział w wyzwaniu Czytam Fantastykę.



Infernal - Can't Go Back

sobota, 16 marca 2013

#35. Recenzja książki. Christopher Paolini; Eragon


http://images3.wikia.nocookie.net/__cb20100216195812/dziedzictwo/pl/images/6/62/Eragon-ok%C5%82adka.jpg

Historii Eragona, bohatera książki Christophera Paoliniego, nie trzeba chyba nikomu opowiadać. Dla pewności przypomnę ją jednak raz jeszcze...
Piętnastoletni Eragon pewnego dnia znajduje w górach Kośca osobliwy, niebieski kamień. Po krótkim czasie z kamienia zaczyna się coś wykluwać i okazuję się, że nie jest to zwyczajny kamień, lecz... smocze jajo! Chłopiec rozumie, że okrutny król Alagësii - Galbatorix, który zabił jego wuja, będzie próbował go zniszczyć lub przekonać do przejścia na jego stronę. Postanawia uciec z doliny Palancar, w której mieszka i przyłączyć się do Vardenów, przeciwników króla. Wraz z tajemniczym bajarzem Bromem rozpoczyna swoją pierwszą podróż oraz przygodę - z magią, czarami i jego smokiem.

Czytając Eragona trudno się nie zdziwić, że napisał go piętnastolatek - Alagësia jest niesamowicie barwnie i szczegółowo opisanym światem, zaludnionym pełnokrwistymi postaciami. Spotkamy tu krasnoludy z wielkimi toporami i rozwichrzonymi brodami a także elfy o szpiczastych uszach i pięknych rysach. Wiek autora wyczuwa się jednak w jego stylu pisania - czyta się to łatwiej i przyjemniej od książek J. R. R. Tolkiena czy J. K. Rowling.

Lubię książki, które pozwalają mi wszystko sobie wyobrazić. Dzięki dokładnym opisom, taką właśnie pozycją jest Eragon. Świat przedstawiony jest opisany świetnie - bardzo przypadły mi do gustu przenośnie używane przez Paoliniego. Jego język, zwłaszcza przy opisach, jest naprawdę bardzo bogaty.
Na tle innych bohaterów to Eragon jest najlepiej wykreowaną postacią, co nie oznacza jednak, że resztę autor miesza z tłem. Smoczyca chłopca - Saphira, Brom, Murtagh... Wszyscy oni są równie ciekawymi i niezwykle sugestywnymi postaciami.

Jednym z moich ulubionych pomysłów, które Paolini wprowadził do tej książki to więź Jeźdzca z jego smokiem. Ich myślowe rozmowy, zlewanie się w jeden umysł, uczucia, którymi się darzyli - z takim przedstawieniem smoków nie spotkałam się jeszcze nigdy. Za to duży plus dla autora.
Podoba mi się również pomysł stworzenia mapy całego kraju, dzięki czemu mogłam na bieżąco śledzić aktualne położenie bohaterów. Z przyjemnością obserwowałam ich wędrówki między miastami i oglądałam miejsca opisane w książce na mapie.

Podsumowując: Historia młodego Smoczego Jeźdźca jest kolejnym po "chłopcu, który przeżył" dziecięcym bestsellerem. Książka ta, pełna plastycznych postaci, przeżywających wciągające przygody, zdobędzie uznanie każdego wielbiciela fantasy - i dzieci, i dorosłych. Eragon na długo zapisze się w moim sercu, jako jedna z moich ulubionych lektur.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu Czytam Fantastykę.
 

Ellie Goulding  - Anything Could Happen 


środa, 13 marca 2013

#34. Recenzja książki. Terry Pratchett; Mort

http://www.publio.pl/files/product/big/ac/00/45/48233-mort-terry-pratchett-1.jpg
Nawet Śmierć czasem potrzebuje wakacji. A jedynym sposobem na uzyskanie chwili odpoczynku jest dla kościstego strażnika klepsydr życia jest odnalezienie na Dysku, jedynej płaski planecie we wszechświecie, swojego zastępcy -  terminatora. Jego wybór pada na Morta, chłopca próbującego zrozumieć prawa rządzące światem i gorliwie pragnącego zdobyć wiedzę, której zdobyć nie powinien.
Odbieranie ludziom życia, jak dowiaduję się wkrótce Mort, nie jest wcale takie łatwe. Zwłaszcza kiedy właścicielką tego życia jest śliczna, młoda księżniczka Sto Lat, Keli. Źle wymierzony cios kosy chłopca rozcina historię na dwie oddzielne rzeczywistości, a księżniczka jako że żyje w tym drugim świecie uważana jest za... zmarłą! Tymczasem prawdziwy mroczny kosiarz postanawia poznać rozkosze śmiertelników, więc Mort z pomocą adoptowanej córki Śmierci i niezbyt kompetentnego, młodego czarodzieja Cutwella musi odmienić bieg historii, zanim skończy się czas księżniczki...


Dla każdego, kto jeszcze nie poznał ekscentrycznego stylu pisania Pratchetta lektura jego książek zdumiewa. Już jako mała dziewczynka zdążyłam się do niego przyzwyczaić dzięki Zadziwiającemu Maurycemu i jego uczonym szczurom. Potem przeczytałam jeszcze Nację, którą wspominam dość dobrze. Z takim początkiem nawet jabłkownik, wyżerający dziury w podłodze ani obraz Śmierci jedzącej curry nie mogły mnie zdziwić. Mimo wszystko zawsze dziwi mnie niewyobrażalnie wielka wyobraźnia T. Pratchetta - wyczarował świat, który mnie urzekł swoją niezwykłością. I jest naprawdę zadziwiający. Przez duże Z.
Punkt dla tej pozycji za to, że nie znalazłam tu przydługawych opisów wyglądu, zdarzeń, krajobrazu i td. Jest w tej książce tylko to co najlepsze - zabawne dialogi, ciekawa akcja...

Znam już schemat okładek książek Pratchetta - panuje na nich duży przepych i, krótko mówiąc, chaos. Wystarczająco duży, by nie móc ogarnąć całej oprawy jednym spojrzeniem. Autorem ilustracji jest najczęściej Josh Kirby a kwintesencją - no cóż, nie oszukujmy się - cycasta dziewczyna. Zawsze jednak uważam te okładki za ładne - jeśli widzisz taką oprawę w księgarni trudno się oprzeć przed zobaczeniem jej z bliska i przeczytaniu opisu. A jeśli był podobny do opisu TEJ książki, to bez wątpienia na rzucenie pieniędzy w błoto, możecie kierować się do kasy.
polecam. cena w empiku: 22,43 zł

Recenzja bierze udział w wyzwaniu Czytam Fantastykę.


The Script ft. will.i.am - Hall of Fame


#33. Recenzja książki. Eoin Colfer; Fletcher Moon - prywatny detektyw


http://esensja.pl/obrazki/okladkiks/38883_fletcher-moon-prywatny-detektyw_300.jpg
 Fletcher Moon, z powodu niskiego wzrostu przezywany Krókim, jest dwunastoletnim prywatnym detektywem. Pomimo faktu, że dotychczas rozwiązywał tylko mało ważne sprawy z dumą obnosi się ze swoją detektywistyczną odznaką zdobytą na internetowym kursie, jednak znudziło mu się już rozwiązywanie koleżeńkskich spraw i odnajdywanie sprawców drobnych wykroczeń. Fletcher marzy o prawdziwej sprawie i byciu prawdziwym detektywem.
Na szczęście chłopca (albo i nie) w jego miasteczku, Lock dochodzi do napaści, podpalenia i kradzieży. Poszlaki wskazują, iż dokonało tych przestępstw rodzeństwo Sharkey'ów - Rudzielec i Herod. Po pewnym czasie okazuję się jednak, że nie wszystko jest takie jednoznaczne jak może się wydawać, a już wkrótce ścigający zamieni się w ściganego...

Aby sięgnąć po tę książkę, stojącą na bibliotecznej półce zachęciło mnie nazwisko autora. Colfer, jako twórca cyklu Artemis Fowl, jest jednym z moich ulubionych autorów. Tak samo jak nie zawiodłam się przy przygodach młodego odkrywcy wróżek, nie spotkałam się z rozczarowaniem przy Fletcherze Moonie. Podobnie do Artemisa, Krótki ma 12naście lat i podobnie do Fowla jest młodym geniuszem. Najlepszy typ na głównego bohatera. 

Podczas lektury tej książki uderzyło mnie to z jaką łatwością Eoin Colfer włada językiem nastolatkiem. Słowa włożone przez niego w usta młodego detektywa są mądre, a jednocześnie proste. Mimo dużej różnicy wieku między Colferem (ur. 1965 r.) a uczniami podstawówki wypowiedzi bohaterów brzmią naprawdę naturalnie. 

Powieść tę polubiłam również za fabułę. Autor dał nam tu rozwijającą się historię i nieprzewidywalne zakończenie czyli to, co lubię w książkach najbardziej. Wątpię, czy Colfer kiedykolwiek napisze coś schematycznego i nudnego. Jego powieści to niesamowite potwierdzenie, że potrafi z każdego pomysłu stworzyć świetną historię. 

Jedyna rzecz, którą w książkach lubię a w tej w ogóle się nie pojawiła to wątek fantastyczny. Zero nadprzyrodzonych istot, super mocy i tp. Ale w sumie po co, skoro pozycja i tak jest nadzwyczajna a po jej lekturze mam ochotę przeczytać kontynuację przygód Fletchera?
polecam. cena w empiku: 34,49 zł


Rihanna ft. Mikky Ekko - Stay

czwartek, 7 marca 2013

#32. Recenzja książki. Kate Brian; Kto się przyzna?


http://ecsmedia.pl/c/kto-sie-przyzna-b-iext4834681.jpg
  Reed kompletnie podupada na duchu - jeden jej chłopak nie żyje, a drugi został aresztowany pod zarzutem zabójstwa współlokatora. Za kim dziewczyna ma się postawić, kto ma rację? Wie, że musi wydostać Josha z aresztu - ma on bowiem alibi i ze wszystkich sił pragnie by to nie on zabił Pearsona. Brennan będzie musiała jednak dużo przejść, aby uzyskać dla niego zwolnienie - czy się na to zdobędzie?
   Jeśli jednak chłopak wróci to wciąż nasuwa się pytanie kto zabił Thomasa? Kto się przyzna? 
  Czy może ciągle oszukiwać się, że będzie dobrze?
  Reed czuje, że ktoś stara się chronić sprawcę śmierci Thomasa i nie cofnie się przed niczym, by prawda nie wyszła na światło dzienne. Dosłownie niczym...
  To nie jest prosta schematyczna opowieść. To jest Easton, a w Easton nic nie jest proste i schematyczne. Intrygi, skandale i sekrety to chleb powszedni wszystkich uczniów prestiżowej akademii. A co dopiero tragedia.



  http://www.gemm.com/graphics_books_nz/87/87ALEORJII7M.jpg  Kto się przyzna? to już czwarty tom kultowej serii Kate Brian Tylko dla wybranych. Szczerze mówiąc nie przywiązuję się bardzo do tej serii, ale ciekawość pchnęła mnie aby przeczytać te cztery tomy. 
Historia jest niebanalna i skomplikowana a postaci świetnie wykreowane. Może nie jest to zbyt wymagająca książka, ale choćby chęć poznania zakończenia zmusza do przeczytania kolejnych stron. Nie polecam lektury tej dojrzałym czytelnikom, którzy chcieliby od powieści nieco więcej niż tylko powieść. A taka właśnie jest Kto się przyzna? 
Polska okładka znów się zmieniła i jest to zdecydowanie zmiana na lepsze. Tak naprawdę wolę, kiedy okładka jest podobna przez całą serię, ale Znak chyba nie mógł się na żadną zdecydować. W każdym bądź razie podoba mi się, nie mniej jednak wpadła mi w oko okładka angielska. Myślę, że to nowość - zdjęcie zamiast rysunku na okładce. 
polecam. brak ofert.





"Beauty And A Beat" - Justin Bieber (Alex Goot, Kurt Schneider & Chrissy Costanza) 

niedziela, 3 marca 2013

#31. Recenzja filmu. Popiełuszko. Wolność jest w nas

Biografię ks. Jerzego Popiełuszki opowiedzianą obrazem, obejrzałam dwa razy. Za każdym razem kończąc oglądanie refleksją, że ks. Popiełuszko był naprawdę wyjątkowym człowiekiem, oraz przeczuciem, iż nigdy tego obrazu nie zapomnę.
Film rozpoczyna się jeszcze w czasach, gdy Jerzy nie był jeszcze księdzem, a szeregowym Popiełuszko w wojsku. W wyniku choroby musi odejść z wojskowych szeregów i zająć się inną procesją - byciem kapłanem. Niedużp czasu mija do chwili kiedy zaczyna wygłaszać kazania i powoli staje się ikoną nadziei ludzi na wolność i szczęśliwe życie...

Ks. Jerzy był postacią z historii, na podstawie której można by nakręcić wiele świetnych filmów. Popiełuszko. Wolność jest w nas to zdecydowanie jeden z nich - wszystko jest w nim prawdziwe. Realia PRL i stanu wojennego z niesamowitą pieczołowitością oddał reżyser filmu - Rafał Wieczyński z czym doskonale współgrają piękne zdjęcia Grzegorza Kędzierskiego i scenografia Adama Kowalczyka. Największym strzałem w 10tkę tego filmu był jednak wybór odtwórcy roli tytułowej. Adam Woronowicz, bo to on wcielił się w postać ks. Jerzego, zagrał tak przekonywająco, że wątpię czy ktokolwiek z polskich aktorów zdołałby tak dobrze odtworzyć tę niesamowitą osobę jaką jest Popiełuszko.

Podsumowując: Popiełuszko. Wolność jest w nas to kolejny film udowadniający, że dobrych produkcji i aktorów nie trzeba koniecznie szukać za oceanem.
Spektakularne sceny, wzruszające zakończenie i nietuzinkowy pomysł na film o tak ciekawej postaci sprawiają, że jest on ciekawy i "obowiązkowy dla każdego Polaka" a dzięki historycznemu tłu może być również doskonałą lekcją historii.
polecam.

http://wydarzenia.o.pl/wp-content/i/2009/09/adam-woronowicz-4-715x480.jpg

http://www.przewodnik-katolicki.pl/upload/pics/Popieluszko_1.JPG

http://1.fwcdn.pl/ph/33/32/203332/123393.1.jpg

http://www.citylife.sk/sites/default/files/filmy/20397_2.jpg

http://1.fwcdn.pl/ph/33/32/203332/123366.1.jpg



Labrinth feat. Emeli Sandé - Beneath Your Beautiful

sobota, 2 marca 2013

#30. Recenzja książki. Nicholas Evans; Zaklinacz koni


http://aleksandraczyta.blox.pl/resource/zakli.jpg
Grace ma trzynaście lat i własnego konia. Wayne Tanner to typowy kierowca czterdziestotonowej ciężarówki, tzw. mrówkojada. Ich drogi nieszczęśliwe spotykają się pewnego śnieżnego poranka, czego wynikiem jest wypadek. Grace i Pielgrzym uchodzą z życiem z bliskiego spotkania z ciężarówką, ale dziewczynka musi mieć amputowaną nogę a koń zostaje ciężko poraniony. Matka Grace, Annie nie zgadza się mimo to na jego uśpienie, wiedząc, że w córce również coś wtedy umrze. Choć zwierzę powoli regeneruje się fizycznie na jego psychice tworzy się skaza - koń zaczyna bać się ludzi, a czasem wręcz ich nienawidzić. Aby zatrzeć tę skazę potrzeba prawdziwego zaklinacza koni, a Annie nic nie powstrzyma przed znalezieniem go - nawet perspektywa przejechania połowy Ameryki.

Brałam tę powieść do ręki z pewnym dystansem - nie wiedziałam jaka jest, czy mi się spodoba. Odłożyłam z poczuciem, że te dwa dni, które przeznaczyłam na czytanie jej nie były dniami straconymi. Więcej - to były dni spędzone z świetnie, nawet genialnie napisaną książką.




http://pu.i.wp.pl/k,NzE0NjM2MDUsNDg2NDAxNDA=,f,Zaklinacz-koni_Nicholas-Evans_images_big_30_83-7150-128-5.jpg Dawno, a może nawet nigdy, nie spotkałam się z lekturą pisaną tak prostym językiem a zarazem tak mądrą. Zaklinacz koni to opowieść napisana przez "mężczyznę próbującego zrozumieć uczucia kobiety" - opowieść, której nigdy nie zapomnicie.

W tej książce najbardziej urzekły mnie historie postaci - opowiedziane szczegółowo a jednocześnie krótko, oraz to jak splątywały się one z historiami innych.
Niesamowitą częścią tego dzieła były wątki - moimi ulubionymi są relacje Grace z matką, szkolenie Pielgrzyma i powoli rodzące się uczucia miedzy Annie a zaklinaczem, Tomem.

Jednak z pewnością to nie okładka przyciąga do przeczytania tej epickiej i tragicznej historii miłosnej. W każdym bądź razie nie okładka egzemplarza z 1996, ale hej! w końcu to '96 więc nic jej nie będę zarzucać. Za to nowsza, filmowa oprawka zachwyciła mnie.

Podsumowując: Zaklinacz koni to niesamowita powieść, wspaniała love story, no i są w niej konie. A także subtelny humor.
Czytając ją poczułam wiele skrajnych emocji - poczynając na radości a kończąc na smutku a wręcz rozpaczy. Warto ją przeczytać - chociażby dla świetnego zakończenia.
Wiem, że to utarty tekst, ale po jej przeczytaniu znajduję w niej tylko jedną złą cechę - po 351 i połowie strony się kończy.


fragmenty pochodzą ze strony http://citata.ovh.org/?act=zrodlo-22

"Czasem coś, co wygląda jak poddanie, wcale nim nie jest. Chodzi o to, co dzieje się w naszych sercach. O dokładne widzenie, jakie jest życie i akceptowanie go, i bycie wobec niego lojalnym, niezależnie od bólu, bo ból z powodu nie bycia lojalnym jest o wiele, wiele większy."

"[jazda konna] To jak proszenie kobiety do tańca. Jeżeli nie masz pewności siebie i boisz się, że ci odmówi, i podchodzisz ukradkiem, patrząc na swoje buty, to jasne jak słońce, że ci odmówi. Wtedy, oczywiście, możesz spróbować złapać ją i zmusić do skakania po podłodze, ale w końcu żadnemu z was nie sprawi to zbytniej radości.
(...)
Tańczenie i jazda konna to to samo cholerstwo. Chodzi o zaufanie i przyzwolenie. Jedno się trzyma drugiego. Mężczyzna prowadzi, ale nie ciągnie jej na siłę, proponuje współpracę, a ona czuje to i idzie z nim. Są w harmonii i poruszają się we wzajemnym rytmie, po prostu na wyczucie."



Little Mix - Wings